Wybuch II wojny światowej zastał
Arkadego Fiedlera na słonecznej wyspie Tahiti. Sielanka
tahitańska w jednej chwili zmieniła się dla niego w koszmar,
gdy nadeszła wieść o klęsce wrześniowej. Pisarz wraca
natychmiast do Europy, wstępuje do wojska polskiego w Anglii.
Stacjonując w Szkocji, dowiaduje się o wyczynach polskich
lotników, o których tyle hymnów pochwalnych wtedy pisano w
angielskiej prasie. Pisarz zameldował się u generała
Sikorskiego i głównodowodzący dał mu rozkaz napisania
reportażu o walce Dywizjonu 303.
Książka ukazała się w Londynie w 1942 roku, następnie
pojawiła się w okupowanej Polsce, gdzie podziemne wydania
"Dywizjonu 303" w 1943 roku odegrały wyjątkowo
ważną rolę jako ożywczy zastrzyk otuchy dla terroryzowanych
Polaków.
Ciekawe, że autor - miłośnik Indian i przyrody, który nie
brał bezpośredniego udzlału w walkach powietrznych - mógł
napisać o zmaganiach polskich lotników rzecz tak autentyczną i
wiarygodną.
Po wojnie książka miała bardzo dużo wznowień. Od wiele
lat należy do kanonu lektur szkolnych, obecnie czytana jest
w gimnazjum.