Powstanie film o myśliwcach Dywizjonu 303
O potrzebie stworzenia takiego filmu mówiliśmy już w 2000 roku. Zaprosiliśmy wtedy do Muzeum-Pracowni Arkadego Fiedlera weteranów powietrznych walk, ażeby w 60. rocznicę bitwy o Wielką Brytanię uczcić pamięć wszystkich naszych lotników, którzy w bojach nad Anglią tak chlubnie wyróżnili się odwagą, wyjątkowymi umiejętnościami i skutecznością. Jednakże żaden poważny producent nie chwycił wówczas pomysłu. Natomiast nasi południowi sąsiedzi Czesi nie zasypiali gruszek w popiele – w 2001 roku nakręcili interesujący, cieszący się powodzeniem obraz pt. „Ciemnoniebieski świat” o swoich lotnikach w Anglii. Zresztą to już drugie większe dzieło fabularne Czechów poświęcone tej tematyce. Żal chwytał za serce, że Czesi potrafią, a my czekamy nie wiadomo na co... Tym bardziej, że nasz wkład w tamto zwycięstwo był tak wielki. Znamienne, że najdzielniejszy z Czechów, sierżant Frantiszek, związał się na życie i śmierć z Dywizjonem 303 i nie pociągał go nawet tworzący się czeski dywizjon myśliwski. Nie doczekaliśmy się filmu, natomiast w 2004 roku otrzymaliśmy świetną książkę pt.„Sprawa honoru”. Jej amerykańscy autorzy Lynne Olson i Stanley Cloud przedstawili niezmiernie ciekawą opowieść o losach pięciu myśliwców Dywizjonu 303, o ich wyczynach bojowych i o tym, jak haniebnie zawiedli ich zachodni sojusznicy. Sukces czytelniczy „Sprawy honoru” dał chyba do myślenia filmowcom. Przekonał ich, że legenda Dywizjonu 303 nadal jest żywa, porusza serca, budzi emocje. Kilka dni temu podpisaliśmy z firmą SPI International umowę opcji na dokonanie przez tego producenta adaptacji książki mego ojca „Dywizjon 303” na potrzeby scenariusza filmowego. SPI International chce rozpisać konkurs na najlepszy scenariusz, na podstawie którego stworzy pełnometrażowy film fabularny. Firma nawiązała już kontakt z filmowcami czeskimi, którzy mają doświadczenie w komputerowym kreowaniu walk powietrznych. Pragnie również wciągnąć do współpracy Brytyjczyków, którzy posiadają sprawne Hurricany i Spitfiry.Zbieramy różne ciekawostki, które być może wzbogacą film. Nie lada zaskoczeniem był dla nas fakt istnienia hymnu Dywizjonu 303. Opowiedział nam o tym weteran AK Zbigniew Zieliński. Otóż w lasach Obwodu AK-Radomsko doszło do pamiętnego zrzutu. W jednym z pojemników obok broni znajdowała się książka. Wszyscy myśleli, że to instrukcja posługiwania się bronią przeciwpancerną, tzw. „Piatami”. Okazało się jednak, że był to egzemplarz „Dywizjonu 303”. Partyzanci wyrywali go sobie z rąk – niektórzy czytali głośno, żeby inni słyszeli. W leśnym bunkrze zapanowała ogromna radość z wyczynów polskich myśliwców. Wśród partyzantów był poeta Czesław Kałkusiński, który napisał wiersz, a muzykę skomponował jego kolega Henryk Fajt. Tak powstał marsz „Dywizjon 303”. Nuty i słowa pieśni dotarły do Londynu przypuszczalnie drogą kurierską i zagrzewały naszych lotników do walki. Jeśli wszystko pójdzie dobrze (trzymajmy kciuki!), za dwa, trzy lata obejrzymy pełnokrwisty film o bohaterach Dywizjonu 303. Oni zasłużyli sobie na takie dzieło. Marek Fiedler, 5/6/2005 SPRAWA HONORULynne Olson i Stanley Cloud to wspaniali amerykańscy autorzy bardzo ważnej dla nas książki SPRAWA HONORU. Miałem przyjemność poznać ich w listopadzie 2004 roku., gdy przebywali w Polsce, promując swą pracę. SPRAWA HONORU jest niezmiernie ciekawą opowieścią o losach pięciu myśliwców Dywizjonu 303, o ich niesamowitych dokonaniach w Bitwie o Anglię, i o tym, jak haniebnie zawiedli ich zachodni sojusznicy. Książka zaczyna się od opisu Parady Zwycięstwa w 1946 roku w Londynie. Dumnie defilują Brytyjczycy i Amerykanie, Australijczycy, Kanadyjczycy, Czesi, a także Marokańczycy, artylerzyści z Brazylii, nawet żołnierze z Fidżi. Tylko nie ma Polaków. Bo władze brytyjskie nie zaprosiły ich, by nie urazić Stalina. W tłumie widzów stoi as Dywizjonu 303 Witold Urbanowicz, jeden z tych lotników, którzy ocalili Anglię. W pewnej chwili Urbanowicz odwrócił się, chcąc odejść. Stojąca obok starsza dama spojrzała na niego zdziwiona i spytała: „Dlaczego płaczesz, młody człowieku"? SPRAWĘ HONORU polecam wszystkim - tę książkę trzeba przeczytać !Marek Fiedler Bohaterowie powietrznych walk w Muzeum-Pracowni Arkadego Fiedlera
Bitwa o Wielką Brytanię była pierwszym wielkim zwycięstwem aliantów, jednym z punktów zwrotnych Wojny. Ofensywa powietrzna Niemców, która miała poprzedzić inwazję na Wyspę, została odparta. Po stronie brytyjskiej walczyło 145 Polaków. Swą niezłomną postawą zjednali sobie wdzięczność u Anglików. Widząc naszywki "Poland" na rękawach, zapraszano ich do domów, konduktorzy nie brali od nich opłat, barmani fundowali im kielicha. Największą sławą okrył się Dywizjon 303. Nasz ojciec poznał myśliwców dywizjonu w krytycznych dniach Bitwy o Brytanię, we wrześniu 1940. Łatwo zaprzyjaźnił się z nimi, zwłaszcza z Witoldem Urbanowiczem, asem przestworzy. Ojciec dawał Urbanowiczowi kolejne rozdziały swej książki o Dywizjonie 303 do przeczytania, oczekując uwag. Była to cenna współpraca dla autora-piechura (ojciec był porucznikiem piechoty), który oswajał się z fachowymi terminami lotniczymi.
Podczas spotkania w Muzeum-Pracowni wśród lotników - weteranów odżywały wspomnienia chwil bardzo pamiętnych. Padło też wiele ciekawych uwag. Choćby o przyczynach wyjątkowej sprawności bojowej polskich myśliwców. Nauczono ich latać na przestarzałych P-11, bez żadnych systemów wspomagających, wskutek czego ich wyczucie i opanowanie maszyny było nadzwyczajne, a w kampanii wrześniowej tylko fantastycznymi manewrami mogli dorównać Niemcom. Nawiasem mówiąc, niemieccy myśliwcy byli "brawurowi" w Polsce, gdzie mieli przytłaczającą przewagę. Ostrzeliwali na ziemi wszystko, co się ruszało. Natomiast nad Anglią, stracili pazury, spokornieli. Nieraz na widok atakujących Polaków zmiatali aż się kurzyło. Gdy przysłuchiwaliśmy się opowieściom naszych gości,
członków Stowarzyszenia Lotników Polskich, na czele z
prezesem, pułkownikiem pilotem Ignacym Olszewskim, ongiś
dowódcą Dywizjonu 302, jedna rzecz szczególnie nas uderzała -
ich niezwykła skromność. Mówili o swych wyczynach bez śladu
patosu, jak o czymś najzwyklejszym, powszednim. Oni po prostu
spełniali w tamtych gorących dniach swą żołnierską
powinność. |